Zapomniany król Polski – Aleksander Jagiellończyk

Pod koniec XIV wieku rozpoczęła się w Rzeczpospolitej tzw. złota era Jagiellonów. Sprowadzenie litewskiego rodu na polski tron okazało się strzałem w dziesiątkę. Królowie z tej dynastii bardzo wprawnie zarządzali państwem. Pierwszym z nich był Władysław Jagiełło, które odniósł historyczny triumf na polach Grunwaldu i przyczynił się do znacznego osłabienia Zakonu Krzyżackiego, będącego wówczas głównym rywalem Rzeczpospolitej. Jego następcy kontynuowali dzieło i stopniowo umacniali pozycję kraju w regionie. Wśród nich był również Aleksander Jagiellończyk, o którym nie wspomina się zbyt często. Król zasiadał na tronie przez kilka lat na początku XVI wieku. Niewielka ilość danych historycznych nie wynika z tego, że władca nie miał powodów do dumy. On sam wolał nie robić wokół siebie zbyt dużego szumu.

Aleksander Jagiellończyk

Tradycja ponad wszystko

Średniowiecze zostało zakończone w 1492 roku wraz z udaną wyprawą Krzysztofa Kolumba. Cywilizacja europejska wkroczyła w nowy rozdział, który cechował się zgoła innymi zasadami niż wcześniejsze stulecia. Do tamtego momentu wybitne jednostki nie cieszyły się zbyt dużą sławą w wyniku swoich heroicznych czynów albo wybitnych dzieł. One same nie mogły też podsycać zainteresowania swoją osobą, ponieważ taka postawa mogłaby zostać negatywnie odebrana przez społeczeństwo oraz elity polityczne i kościelne. Wszystko wynikało z tego, że ludzie mieli dokonywać niezwykłych czynów, aby chwalić boski majestat. Na przełomie XIV i XV wieku sytuacja zaczęła się zmieniać, ale Aleksander I pozostał wierny tradycyjnym ideałom. Jego wrodzona skromność nie pozwalała mu na nadmiernie afiszowanie się ze swoimi osiągnięciami.

Niezrozumiany przez naukowców

Najważniejszym wydarzeniem, w którym brał udział król Aleksander Jagiellończyk było uchwalenie konstytucji praw noszącej nazwę Nihil novi. Dokument przewidywał ograniczenie zakresu praw monarchy oraz przyznanie szlachcie większej liczby przywilejów. Z perspektywy czasu ta decyzja jest odbierana bardzo negatywnie, ponieważ miała przyczynić się do stopniowego zwiększania znaczenia arystokracji, która przekładała prywatne interesy ponad sprawy państwowe. W tym przypadku zawiódł czynnik ludzi po stronie najwyższego stanu społecznego. Sam monarcha miał jednak dobre intencje. Jego celem było stopniowe odejście od monarchii i wprowadzenie w Rzeczpospolitej bardziej demokratycznych rządów. Można powiedzieć, że to właśnie Aleksander I był jednym z ojców polskiego parlamentaryzmu. W jego czasach taka postawa nie była zbyt doceniana, ale współcześnie mógłby stać się cenionym autorytetem. Należy po prostu zaznaczyć, że opisywany władca wyprzedzał swoje czasy i pozostał niezrozumiany przez wielu ludzi. Niestety tej wersji historii może już nie udać się odwrócić. To niezwykła szkoda, bo Aleksander Jagiellończyk zdecydowanie zasługuje nie tylko na większą rozpoznawalność, ale przede wszystkim na uznanie za działania, jakie podjął, by Polska jako pierwsza wkroczyła na ścieżkę ku nowoczesności. Kto wie, gdyby dostał odrobinę więcej czasu może nawet założyłby NATO albo Unię Europejską.

Wielki przeciwnik wojny, którego śmierć rozpętała wojnę – Franciszek Ferdynand Habsburg

Na początku XIX wieku odbył się Kongres Wiedeński. Przywódcy najpotężniejszych państw europejskim po raz pierwszy spotkali się w jednym miejscu, aby wypracowali kompromis umożliwiający utrzymanie pokoju na kontynencie. Wydawało się, że podczas spotkania położono kres zapędom imperialistycznym i każdy od tego momentu będzie starał się pielęgnować współpracę na arenie międzynarodowej.

W połowie XIX wieku doszło do zjawiska, które w historii było określane mianem Wiosny Ludów. Wówczas różne uciskane narody postanowiły wyjść z cienia i zawalczyć o swoją podmiotowość. Wszystkie te zrywy znacznie zaburzyły porządek ustalony wcześniej podczas Kongresu Wiedeńskiego. Na domiar złego wkrótce wybuchła wojna francusko-pruska, która zakończyła się zwycięstwem tych drugich.

Wówczas nikt nie robił już sobie nadziei. Do wszystkich dotarło, że utrzymanie pokoju będzie niemożliwe na dłuższą metę. W narodach stopniowo rosły napięcia, które prędzej czy później musiały znaleźć ujście. Co ciekawe, pomimo setek lat nieustannych wojen, ówczesne społeczeństwo nie zraziło się jeszcze do przemocy. Wręcz przeciwnie, wszyscy z utęsknieniem czekali na kolejny konflikt zbrojny. Uważali oni, że należy rozładować napięcie i zburzyć dotychczasowy porządek, aby na jego gruzach zbudować erę pokoju.

Franciszek Ferdynand

Punkt zapalny

W ostatnich dniach czerwca 1914 roku austro-węgierski następca tronu, Franciszek Ferdynand, przebywał w Sarajewie, gdzie miał dokonać przeglądu wojsk. Wówczas został zastrzelony przez Serba należącego do organizacji o charakterze nacjonalistycznym. W tej sytuacji Austro-Węgry dały serbskim władzom ultimatum. Serbowie nie zamierzali ugiąć się pod żądaniami, więc po wyczerpaniu limitu czasowego doszło do deklaracji wojny. Później wszystko posypało się jak domek z kart. Kolejne kraje dołączały do walki i opowiadały się po różnych stronach konfliktów. Niedługo później spór regionalny przybrał charakter globalny. W taki sposób doszło do wybuchu I wojny światowej, która bywa określana mianem wielkiej wojny. Konflikt miał zostać zakończony w ciągu kilku tygodni, a ostatecznie wydłużył się aż do 4 lat. W czasie walk zginęło około 8,5 miliona osób, a ponad dwa razy tyle zostało rannych.

Ironia losu

I wojna światowa stanowiła wypadkową wszystkich napięć narastających w różnych regionach Europy. Można jednak powiedzieć, że czarę goryczy przelał zamach w Sarajewie. Gdyby plany zabójcy zostały udaremnione, może udałoby się uniknąć eskalacji konfliktu. Co ciekawe Franciszek Ferdynand zamierzał wygłosić przemówienie, w którym odwoła się do ustaleń zawartych podczas Kongresu Wiedeńskiego i zadeklaruje otwartą dezaprobatę wobec jakichkolwiek aktów przemocy. Taka deklaracja również mogłaby wywrzeć spory wpływ na ówczesne społeczeństwo. Niestety następca tronu nie zdołał wypowiedzieć ani słowa ze swojego manifestu. Tuż po zajęciu stanowiska na mównicy upadł od strzałów zamachowca, a kartka z treścią wystąpienia wpadła do studzienki kanalizacyjnej, grzebiąc tym samym wszelkie nadzieje o pokoju.

Wielki człowiek w historii Młodej Polski

Stanisław Wyspiański został zapamiętany jako wybitny dramaturg, poeta oraz malarz. Jego zdolności artystyczne sprawiły, że cieszył się ogromną popularnością. Miłośnicy obwołali go nawet czwartym wieszczem narodowym, stawiając go w jednym szeregu z Adamem Mickiewiczem, Juliuszem Słowackim oraz Zygmuntem Krasińskim. Co ciekawe, Wyspiański był również przodkiem Wojtka Sokoła, który kontynuuje jego dzieło na współczesnej scenie muzycznej. W oparciu o wszystkie wymienione aspekty można uznać, że artysta był naprawdę wielkim człowiekiem. Wbrew pozorom nie chodzi tutaj tylko o jego ducha, a o ciało.

Stanisław Wyspiański

Sport to zdrowie

Stanisław Wyspiański od najmłodszych lat był bardzo aktywny. Rodzice nie mogli zapanować nad jego temperamentem. W związku z tym doszli do wniosku, że powinni spróbować rozbudzić w swoim synu miłość do sportu. Regularne treningi powinny stanowić ujście dla niespożytej energii młodzieńca. Chłopak próbował swoich sił w piłce nożnej, koszykówce, siatkówce, ale w żadnej z tych dyscyplin nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Największa przeszkodą była jego rachityczna postura, która sprawiała, że w sportach kontaktowych był poniewierany przez rywali, a w sportach wymagających większego zasięgu rąk był po prostu z góry skazany na porażkę.

Punkt zwrotny

Kiedy Wyspiański skończył 12 lat był już o dwie głowy niższy od swoich rówieśników. Jego koledzy przechodzili już mutację, a on sam jeszcze zawodził piskliwym głosem. Nastolatek nabawił się kompleksów z tego powodu. Nie dość, że on sam nie akceptował swojego wyglądu to jeszcze nieustannie bywał obiektem szyderstw innych osób.

W tym samym roku sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać. Stanisław zauważył, że spodnie i koszule stają się dla niego zbyt krótkie. Początkowo nie mógł w to uwierzyć, ale w ciągu kilku miesięcy urósł aż o 15 centymetrów. Już w tym momencie osiągał wzrost zbliżony do swoich rówieśników, ale jego organizm nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W wieku 14 lat mierzył już ponad 2 metry.

Stanisław Wyspiański

Drugie podejście

Chłopak przypomniał sobie, że kilka lat temu był świetnym koszykarzem pod względem technicznym, ale ograniczała go drobna postura. Teraz mógł wreszcie wrócić na boisko i wykorzystać swoje warunki fizyczne. Jak pomyślał, tak też zrobił. Już od pierwszego gwizdka nie dawał żadnych szans swoim przeciwnikom. Wtedy doszedł do wniosku, że wielka kariera stoi przed nim otworem. Wówczas zawiązał pierwsze kontakty w środowisku sportowym. Kilka dni później miał rozegrać mecz pod okiem doświadczonych specjalistów. W razie powodzenia, dostałby angaż w lokalnej drużynie. Wówczas nie myślał o niczym innym i opowiadał każdemu o swoich planach. Matka sprowadziła go jednak na ziemię. Powiedziała wówczas: „Stanisław Wyspiański, wesele jeszcze przed tobą, pamiętaj”. Chodziło o ślub jego brata, który odbywał się w najbliższy weekend. Chłopak wolałby trenować zamiast uczestniczyć w uroczystości, ale nie miał wyjścia i musiał wziąć udział w ceremonii. Przy wyjściu z kościoła doszło do niefortunnego wypadku. Stanisław potknął się o welon panny młodej, upadł na chodnik i złamał sobie miednicę. Ta kontuzja pogrzebała marzenia o sportowej karierze. W związku z tym młodzieniec postanowił oddać się karierze artystycznej.

Upadek wielkiej cywilizacji – historia Azteków

W czasie gdy na terenie Europie epidemia czarnej śmierci zbierała krwawe żniwo, za oceanem rosła w siłę cywilizacja Azteków. Najznamienitsze plemię indiańskie do niczego nie potrzebowali wielkich statków, które miałyby im posłużyć do kilkumiesięcznych podróży w poszukiwaniu nowych lądów. Takie ambicje były im zupełnie obce, ponieważ na kontynencie amerykańskim posiadali absolutnie wszystko, czego mogli tylko zapragnąć. Porzucanie wszystkiego, co udało im się zbudować i wyruszenie w nieznane mogłoby być postrzegane jako przejaw szaleństwa i nieodpowiedzialności.

Wbrew twierdzeniom rozpowszechnianym przez Europejczyków, aztecka cywilizacja wcale nie stała na niższym poziomie zaawansowania. Takie teorie stanowiły kluczowy element propagandy sukcesu, której celem było zyskanie przychylności opinii publicznej. W rzeczywistości rdzenni mieszkańcy terenów współczesnego Meksyku byli lata świetlne przed całą resztą ówczesnego świata.

Aztekowie

Aztekowie ciekawostki

Piramidy najczęściej przywodzą na myśl budowle usytuowane w Gizie na terenie Egiptu. Pełniły one role grobowców dla najbardziej zasłużonych faraonów. Z pozoru mogłoby się wydawać, że azteckie piramidy miały tę samą funkcję. Nic bardziej mylnego. Monumentalne obiekty skrywały wielkie laboratoria, w których pracowały setki naukowców. Ich zadaniem było odkrycie technologii, która umożliwi odbycie szybkiego lotu poza Układ Słoneczny. Aztekowie mieli już za sobą podróże po okolicznych planetach. Stanęli oni na powierzchni Plutona na 500 lat przed jego oficjalnym odkryciem. Nie wspominali o tym osiągnięciu, ponieważ zdecydowanie woleli przybierać skromną postawę i nie chcieli afiszować się ze swoimi sukcesami.

Aztekowie

Rozrywka na najwyższym poziomie

Nie samą eksploracją kosmosu żyje człowiek. Aztekowie potrzebowali również nieco wolnego czasu, kiedy mogli złapać oddech przed zapisaniem na swoim koncie kolejnym nietuzinkowych osiągnięć. Do wyboru mieli całą masę przeróżnych form działalności. Mogli zrelaksować się w kinie, ośrodku spa albo salonie VR. Te trzy wymienione możliwości to tylko drobny wycinek całego sektora usług, który stworzyło opisywane plemię.

Aztekowie upodobali sobie w szczególności jedną formę spędzania wolnego czasu. Uwielbiali oni uprawiać sport, a także obserwować profesjonalne rozgrywki. Ich narodową dyscypliną było water polo, w którym nie mieli sobie równych ani wśród Majów, ani wśród Inków. Przez dekady zawsze stawali na najwyższym stopniu podium podczas Mistrzostw Mezoameryki. O ile turnieje pomiędzy reprezentacjami narodowymi były organizowane raz na cztery lata, o tyle rozgrywki klubowe toczyły się niemal przez cały czas. Ulubionym klubem lokalnej społeczności był Aztekowie Mapa. Po latach europejscy badacze natrafili na szaliki i naścienne malowidła z tym napisaniem. Wówczas błędnie założyli, że chodziło o mapę prowadzącą do skarbu. Wprawdzie w końcu doszli oni do trafnych wniosków, ale nigdy nie przyznali się do pomyłki.

Aztekowie

 

Jak cywilizacja Azteków mogła upaść?

Aztekowie byli zadeklarowanymi pacyfistami. Za wszelką cenę stronili od rozwiązań siłowych. Twierdzili oni, że przemoc jest dla słabych, a odpowiedzialni ludzie powinni kierować się rozumem i współpracować z innymi. Ich podejście zostało brutalnie zweryfikowane przez kolonistów na przełomie XIV i XV wieku. Wówczas Indianie po prostu nie postawili oporu, pogodzili się ze swoim losem i pozwolili, by cały ich dorobek legł w gruzach.

Tragiczne życie pięknej Sissi – Elżbieta Bawarska

Elżbieta urodziła się na bawarskim dworze i już od dziecka była rozpieszczana przez swojego ojca, który uznał ją za swoją najukochańszą córkę. Dziewczynka mogła zapragnąć czego tylko chciała, a wszystkie jej zachcianki były natychmiast spełniane. Uwielbiała jeździectwo, więc dostała konia czystej arabskiej krwi, z którym spędzała większość swojego czasu. Ponadto lubiła polowania, spacery po lesie oraz wędkowanie.

Elżbieta Bawarska

Pierwsza miłość

Maksymilian Bawarski kochał swoją córkę i zrobiłby dla niej wszystko. Chciał mieć ją tylko dla siebie, więc nie mógł znieść obecności absztyfikantów, którzy zaczęli zalecać się do dziewczyny, gdy ta skończyła 16 lat. Wkrótce dowiedział się, że Elżbieta zakochała się w jednym z członków jego świty. Wprawdzie w tym przypadku to była jej decyzja, ale i tak nie mógł znieść świadomości, że w jej życiu pojawi się inny mężczyzna. Władca Bawarii dysponował wystarczającą władzą, aby wydawać rozkazy dowolnej osobie na swoim dworze. W związku z tym postanowił zlecić misję adoratorowi swojej córki. Młody mężczyzna został wysłany do Egiptu, gdzie pomagał przy kopaniu Kanału Sueskiego. W niewyjaśnionych okolicznościach wyruszył w głąb kontynentu, poszukując zaginionych dzieci inżynierów z Polski i Wielkiej Brytanii. Podczas przedzierania się przez dżunglę, został ukąszony przez komara i zachorował na malarię. Przebywając z dala od cywilizacji nie mógł liczyć na profesjonalną pomoc medyczną. Niedługo później zmarł, pozostając kompletnie sam w nieprzebytej dziczy. Jego śmierć złamała serce księżniczce, która gniewała się na ojca, ale z czasem zrozumiała jego decyzję i wybaczyła mu.

Elżbieta Bawarska

Nieopisane piękno

Elżbieta Bawarska była uznawana za najpiękniejszą kobietę ówczesnego świata. Sekret jej urody tkwił w dbaniu o kondycję fizyczną i długich godzinach spędzonych na pielęgnacji swojej cery oraz włosów. Księżniczka prowadziła aktywny tryb życia, a ponadto miała dostęp do kosmetyków, o których przeciętne kobiety mogły tylko pomarzyć. Dzięki temu za każdym razem prezentowała się olśniewająco. Na jej prezencję nie wpływała jednak tylko uroda, ale również niepowtarzalna mowa ciała. Mężczyźni mówili, że dziewczyna poruszała się jak dzieło sztuki. Każdy jej ruch był wykonywany z niespotykaną gracją. Wielu przybyszy z zagranicy nie mogło nacieszyć oczu jej obecnością, więc w przyszłości wracali na dwór tylko po to, aby ujrzeć ją po raz kolejny.

Pierwsza influencerka

Elżbieta Bawarska trafiła na jedną z najlepszych możliwych partii w XVIII-wiecznej Europie. Jej mężem został Franciszek Józef I, cesarz Austro-Węgier. Mąż, podobnie jak ojciec, spełniał wszystkie jej zachcianki. Kupował wymarzone konie, a także finansował wymyślne przedsięwzięcia architektoniczne. Pomimo wszystkich upominków, kobieta nie czuła się zbyt komfortowo na cesarskim dworze. Przez większą część roku przebywała na wyspach położonych na Atlantyku albo Morzu Śródziemnym. Jeśli chodzi o Elżbietę Bawarską, dzieci nie były dla niej zbyt istotne. Nie potrafiła się nimi zajmować, a sama skupiona była na swoich wewnętrznych rozterkach. Miała wszystko, ale w głębi duszy była bardzo nieszczęśliwa. Monarchini zmarła w Szwajcarii przypadkowo zamordowana przez włoskiego zamachowca.

Święty Wojciech jako męczennik katolicki

Zwyczajowe spolszczanie imion i nazwisk zagranicznych postaci historycznych może wprowadzać w błąd. Jerzy Waszyngton i Krzysztof Kolumb nie byli Polakami. Tak samo Święty Wojciech nie był Polakiem, lecz czeskim duchownym i Biskupem Pragi. Jego męczeńska śmierć stała się ważnym symbolem chrześcijaństwa i została upamiętniona poprzez nadanie stosownej nazwy wielu współczesnym placówkom. Można wyróżnić na przykład Kościół Św. Wojciecha, a także Szpital Św. Wojciecha Poznań.

Święty Wojciech

Przeznaczony Bogu

Dzieci mają w zwyczaju snuć marzenia o bohaterskich czynach, jakich będą dokonywać w przyszłości. Mogą widzieć siebie w roli policjanta albo strażaka. Nie inaczej było w średniowieczu. Różnica polegała jednak na tym, że chłopcy marzyli wówczas o wstąpieniu w stan rycerstwa bądź kleru. Wojciech palił się do wojaczki, ale na przeszkodzie stanęło mu kruche zdrowie. Jego rodzice obiecali Bogu, że jeśli syn wyzdrowieje to zostanie duchownym. Tak też się stało. Niedługo później wyruszył w na zachód, aby poszerzyć swoją wiedze. Do Czech wrócił już jako człowiek biegle władający językiem niemieckim oraz łaciną. Wkrótce objął urząd biskupa praskiego. Dostąpił on tego zaszczytu w wyjątkowo młodym wieku, ale nie cieszył się popularnością wśród swoich wiernych.

W poszukiwaniu swojego miejsca

Wojciech przez jakiś czas przebywał we Włoszech, gdzie wstąpił do klasztoru i stopniowo zbierał się do powrotu w rodzinne strony. W końcu zawitał znowu do ojczyzny, ale podobnie jak wcześniej, nie mógł zagrzać tam miejsca na dłużej. Regularnie wypuszczał się na wyprawy po państwach ościennych, dokąd przybywał ze Słowem Bożym na ustach i propozycją wstąpienia w szeregi Kościoła Katolickiego. Nie zawsze udawało mu się osiągnąć sukces, ale nie da się ukryć, że włączył do wspólnoty wielu nowych wiernych. Wedle źródeł historycznych, to on odpowiada za udzielenie chrztu Węgrom.

Po odbyciu pielgrzymki do francuskich sanktuariów, postanowił kontynuować działalność misyjną. W ten sposób dotarł na dwór Bolesława Chrobrego, który był sojusznikiem ówczesnego cesarza, Ottona III. Następnie skierował się na Prusy, w okolice współczesnego Elbląga. Przybył na miejsce w celu nawrócenia tubylców, ale nie mógł liczyć na ciepłe przyjęcie. Nie znał nawet tamtejszego języka, więc jego próby przekazania nauki kościoła były z góry skazane na niepowodzenie. Jego działalność wzbudziła podejrzliwość osadników na tyle, że ostatecznie został napadnięty i brutalnie zamordowany. Następnie jego głowa została odcięta, a reszta ciała nabita na pal jako przestrogę dla innych misjonarzy.

Interwencja Bolesława Chrobrego

Śmierć biskupa wstrząsnęła chrześcijańskim światem. Książe Bolesław wyruszył na Prusy, gdzie wykupił ciało męczennika. Następnie szczątki duchownego zostały złożone w gnieźnieńskiej katedrze. Polski dwór skrzętnie wykorzystał tę sytuację w celach politycznych. Do Gniezna przybył wówczas cesarz, aby oddać hołd zmarłemu. Przy okazji udało się wynegocjować utworzenie arcybiskupstwa, co uniezależniło polski kościół od niemieckich zwierzchników. Warto również zaznaczyć, że męczennik został kanonizowany i tym samym zapisał się w historii jako Święty Wojciech.

Świętosława – prawdziwa bohaterka czy wymyślony twór?

W 966 roku Polska zagościła na mapie świata za sprawą chrztu, który książę Mieszko I otrzymał od sąsiadujących Czechów. Władca został zapamiętany jako ojciec polskiej państwowości, ale rzadko wspomina się o jego życiu prywatnym. Miał on dwie żony, Odę i Dobrawę, a także syna Bolesława, który otrzymał później przydomek „Chrobry” i został pierwszym królem Polski. Okazuje się jednak, że Mieszko miał liczniejsze potomstwo. Co więcej, jego pozostałe dzieci wcale nie musiały zostać zapomniane przez historię. Wystarczy tylko wspomnieć Sygrydzie Storradzie, która była Królową Szwecji, Danii, Norwegii i Anglii, a w polskiej historiografii została zapamiętana jako Świętosława.

świętosława

Kierunek Skandynawia

W średniowieczu miłość miała drugorzędne znaczenie przy zawieraniu związków. Małżeństwo stanowiło przede wszystkim formę przypieczętowania sojuszu i zarazem próbę umocnienia pozycji swojego kraju na arenie międzynarodowej. Nie inaczej było w tym przypadku. Wedle przekazów, Mieszko I miał wydać Świętosławę za króla Szwecji, Eryka Zwycięskiego. Zawiązanie relacji pomiędzy państwami miało osłabić znaczenie Danii i ułatwić Polakom przejęcie kontroli nad Pomorzem Zachodnim. Koniec końców udało się zrealizować te cele.

On się zmieni

Mogłoby się wydawać, że wyjazd Świętosławy za granicę mógł oznaczać pozostawienie dotychczasowego życia za sobą i rozpoczęcie całkowicie nowego rozdziału. W końcu związała się z władcą, który tymczasowo sprzyjał Polsce, ale w bliżej nieokreślonej przyszłości mógł zwrócić się przeciwko sprzymierzeńcom, jeśli tylko skłoniłby go do tego hipotetyczny konflikt interesów. W takiej sytuacji łatwiej dla Świętosławy byłoby wyrzec się swoich korzeni i podążać za nową rodziną. Na szczęście do pewnego momentu nie musiała podejmować tak trudnych decyzji. Sytuacja zmieniła się kiedy jej małżonek, Eryk Zwycięski zmarł nieco ponad dekadę po ślubie. Wówczas Sygryda była zmuszona do zawarcia małżeństwa z Swenem Widłobrodym. Jej wybranek był królem Danii oraz Norwegii i dysponował potencjałem pozwalającym jej na osiągnięcie swoich celów politycznych.

Rodzina ponad wszystko

Związek stanął jednak w obliczu kryzysu, którego nie udało się zażegnać. Nordycki król wyparł się swojej żony i wypędził ją z dworu. Świętosława nie miała gdzie się podziać, więc postanowiła wrócić w rodzinne strony. Bolesław Chrobry przyjął ją z otwartymi ramionami i zapewnił bezpieczeństwo. Sygryda w ramach podziękowania za gościnę i opiekę postanowiła podzielić się z bratem rewelacjami, które obiły się jej o uszy podczas pobytu w Skandynawii. Oświadczyła wówczas, że Szwedzi nie są godni zaufania i Polacy powinni mieć się na baczności. Co więcej, szwedzkie wojska miały przeprowadzić inwazję na Rzeczpospolitą, a data ataku została zaplanowana na 1655 rok. Aż dziw bierze, że najeźdźcy planowali poszerzanie strefy wpływów z ponad 600-letnim wyprzedzeniem. Z faktami nie można jednak dyskutować. Słowa Świętosławy zostały spisane w kronice i pozostawione potomnym ku przestrodze. Jej przepowiednia była bardzo precyzyjna i sprawdziła się w najdrobniejszych szczegółach. Wszak w 1655 roku doszło do konfliktu, który w historii Polski został zapamiętany jako Potop Szwedzki. Wówczas udało się odeprzeć napastników, tylko dlatego, że obrońcy spodziewali się ataku.

Prawo pierwszej nocy – gwałt zgodny z prawem

Kwestia prawa pierwszej nocy aż do dziś budzi wiele kontrowersji oraz wątpliwości. Wątpliwa wartość moralna tego rozwiązania jest oczywista. Więcej niepewności budzi jednak jego zgodność z realiami historycznymi. Okazuje się jednak, że istnieje szereg źródeł historycznych potwierdzających stosowanie tego typu praktyk. Nasz portal historyczny dotarł do tych informacji i postara się przedstawić najistotniejsze wątki.

Jak wyglądało prawo pierwszej nocy w teorii? Najczęściej ten termin kojarzy jest z czasami feudalnymi, kiedy to możnowładca miał rzekomo dysponować wystarczającym autorytetem, by odbyć stosunek seksualny z nową żoną każdego ze swoich podwładnych i pozbawić ją dziewictwa. Taki zwyczaj miał obowiązywać w niektórych regionach Francji oraz Włoch. Z pozoru mogłoby się wydawać, że opisywany postępek nosił znamiona gwałtu i zawsze odciskał piętno na godności kobiety. Warto jednak zaznaczyć, że zdarzały się sytuacje, gdy noc spędzona z arystokratą stawała się zalążkiem wielkiej miłości, pomimo męża oczekującego w sąsiednim pokoju.

prawo pierwszej nocy

Wyzwolona kobieta w średniowiecznych relacjach

Vivienne urodziła się w chłopskiej rodzinie, co już od początku skazywało ją na podłe życie w ubóstwie. Jednym z nielicznych szczęśliwych wydarzeń, których mogła doświadczyć był ślub. W tym przypadku jednak też nie mogła nastawiać się na szczęśliwe zakończenie. Jej ojciec zaplanował jej życie w najdrobniejszych szczegółach i nie znosił sprzeciwu. Obiecał swoją córkę synowi zaprzyjaźnionego gospodarza, który pracował w winnicy i mógł niepostrzeżenie wykradać niewielkie ilości alkoholu. Szlachetny trunek stał się ważniejszy od szczęścia własnego dziecka.

Cierpliwość ma swoje granice

Vivienne nie mogła uwierzyć, że została sprzedana za butelkę kiepskiego wina. Miała już tego wszystkiego serdecznie dość. Pewnej nocy wymknęła się z lepianki i popędziła w kierunku okolicznego lasu. Okazało się jednak, że ojciec przejrzał jej zamiary, więc przy linii drzew rozstawił pułapki na niedźwiedzie. Dziewczyna wpadła w sidła i złamała sobie nogę. Jej rodzina stwierdziła, że to idealny moment na wyprawienie ślubu, ponieważ niepokorna chłopka przynajmniej nie ucieknie sprzed ołtarza.

Najszczęśliwszy dzień w życiu

Młoda dziewczyna stała w kościele wsparta na kiju. Obejmował ją przyszły małżonek, którego szczerze nienawidziła. Po zakończeniu ceremonii goście składali gratulacje młodej parze i życzyli im udanej nocy poślubnej. Wtedy pojawił się on, hrabia Antoine, właściciel ziemi, na której pracowała od pokoleń cała rodzina Vivienne. Możnowładca przypomniał o prawie pierwszej nocy, wziął dziewczynę pod rękę, posadził na koniu i popędzili razem do okolicznego pałacu. Pan młody był wściekły, ale nic nie mógł zrobić. Dziewczyna natomiast stwierdziła, że to jej jedyna szansa. Antoine był bardzo przystojnym, kulturalnym i wpływowym człowiekiem, więc postanowiła go uwieść. Arystokrata był zauroczony młodą dziewczyną, postanowił zerwać z dotychczasowym życiem i uciec z nią na Korsykę. Po tygodniu wspólnej podróży zakochani zostali zatrzymani przez strażników i przekazani w ręce inkwizycji. Kolejnego dnia zostali skazani na śmierć za zbezczeszczenie świętego sakramentu. Po kilku godzinach nabito ich na pal. Cierpieli niewyobrażalne męki, ale ani przez chwilę nie żałowali podjętej decyzji.

Pierwszy prezes polskiego PEN Clubu – Stefan Żeromski

Stefan Żeromski urodził się w 1864 roku w Strawczynie położonym na terenie współczesnego województwa świętokrzyskiego. Stracił on oboje rodziców jeszcze zanim ukończył 20 lat. Już w młodym wieku wykazywał zainteresowanie literaturą. W trakcie pobierania nauki w gimnazjum stworzył pierwsze wiersze, dramaty, a także spróbował swoich sił z przekładami z języka rosyjskiego. Stefan Zeromski konsekwentnie doskonalił swój warsztat, aby zapisać się w historii jako jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy. O ile jego działalność literacka jest powszechnie znana, o tyle rzadko mówi się o zadaniach, których podejmował się w konspiracji. Jakie tajemnice skrywał autor „Przedwiośnia” i „Ludzi bezdomnych”?

Stefan Żeromski

Elitarna społeczność

Jeśli chodzi o Stefana Żeromskiego, książki przysporzyły mu ogromnej popularności. W trakcie dwudziestolecia międzywojennego jego twórczość cieszyła się niesłabnącym zainteresowaniem. U schyłku życie postanowił umocnić Polskę na kulturalnej mapie Europy. W związku z tym nawiązał kontakt z brytyjskim oddziałem PEN Club, czyli stowarzyszenia zrzeszającego pisarzy z całego świata. Celem działania organizacji była wymiana intelektualna pomiędzy narodami. Stefan Żeromski uzyskał zgodę na założenia polskiego oddziału i został jego pierwszym prezesem. Studia nad literaturą stanowiły jednak tylko pozorny profil działalności opisywanej inicjatywy. W rzeczywistości członkowie chcieli stworzyć tylko zasłonę dymną, aby niepostrzeżenie zajmować się zupełnie innymi zadaniami.

Pod latarnią najciemniej

PEN Club w rzeczywistości stanowił organizację, która zza kulis przejmowała kontrolę nad funkcjonowaniem poszczególnych państw. Członkowie stowarzyszenia nawiązywali relacje z przedstawicielami elit politycznych i świata biznesu. Dzięki umiejętnym zastosowaniu zdolności socjotechnicznych byli w stanie podporządkować sobie najbardziej wpływowych ludzi w różnych krajach.

Stefan Żeromski

Historia bywa przewrotna

Działalność PEN Clubu pozostaje owiana aurą tajemnicy, aczkolwiek można dotrzeć do kilku źródeł historycznych, w których pojawiają się szokujące informacje. Po tragicznej śmierci Gabriela Narutowicza urząd Prezydenta II RP objął Stanisław Wojciechowski. Wówczas Józef Piłsudski, który tymczasowo usunął się na boczny tor, planował wrócić do gry i znowu skupić władzę w swoich rękach. Nie zamierzał jednak stosować legalnych rozwiązań, a zamiast tego chciał dokonać zamachu stanu. Wydawałoby się, że jako zasłużona postać i osoba obdarzona rozległymi wpływami mógł podjąć taką decyzję samodzielnie. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej skomplikowana. Przygotowania do przewrotu ruszyły już w 1925 roku. Sprawnie udawało się realizować wszystkie założenia, ale brakowało jeszcze jednego kluczowego elementu. Marszałek musiał udać się na spotkanie ze Stefanem Żeromskim i poprosić o zgodę. Panowie spotkali się w podziemiach Pałacu Saskiego, gdzie prezes PEN Clubu stał w półmroku i był ledwo dostrzegalny. Skinął tylko głową i rozmowa dobiegła końca. Wkrótce zmarł, ale jego decyzja została utrzymana w mocy.

Od pucybuta do zbrodniarza – Nicolae Caeusescu

Pozornie system komunistyczny mógł wydawać się swoistą idyllą, w której pieniądze mają drugorzędne znaczenie, a pierwszoplanową rolę odgrywają ludzie wraz z całym swoim potencjałem. Oczywiście sama koncepcja może wydawać się bardzo pozytywna, ale wystarczy dodać do niej nieodpowiednich ludzi, aby sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Nie inaczej było w tym przypadku. Komunistyczni liderzy zajmują niechlubne miejsce w historii jako inicjatorzy wyjątkowo okrutnych zbrodni przeciwko ludzkości. W tym gronie można wymienić Stalina, Mao Zedonga, Pol Pota, a także Nicolae Caeusescu, który stał na czele Rumunii w trakcie zimnej wojny. O rządach rumuńskiego dyktatora powiedziano już wiele, ale fakty z jego młodości nie są zbyt mocno zakorzenione w świadomości społecznej. W związku z tym warto opowiedzieć, w jaki sposób okrutny przywódca zmierzał do osiągnięcia władzy.

Nicolae Caeusescu

Kiepski start

Caeusescu urodził się w ubogiej rodzinie mieszkającej w niewielkiej miejscowości na południu kraju. Jego ojciec posiadał niewielką hodowlę owiec i trochę ziemi pod uprawę. Młody chłopiec uczęszczał wtedy do szkoły podstawowej, ale nie radził sobie zbyt dobrze w nauce. Udało mu się ukończyć jedynie cztery klasy, po czym wyruszył do stolicy, by podjąć pracę w fabryce.Obsługiwanie taśmy produkcyjnej również nie było jego powołaniem. Rumun uwielbiał jednak buty. Najpierw zatrudnił się u jego szewca, później próbował swoich sił u kolejnego. Praca z obuwiem zapewniała mu spokój umysłu. Mógł on godzinami pastować cholewki skórzanych pantofli, a następnie przeglądać się w ich blasku. Chętnie związałby się z tym zawodem na stałe, ale marzył o władzy i pieniądzach, więc był zmuszony poszukać dla siebie miejsca w innym fachu.

Życiowa misja

Buty dały Czauczesku wszystko to, co najcenniejsze w jego życiu. Dzięki pracy w warsztacie trafił do środowiska podziemnych działaczy komunistycznych, którzyzafascynowali go głoszonymi poglądami. Na jednym z nielegalnych spotkań wstąpił w szeregi partii. Ideologia komunistyczna nie cieszyła się wówczas dobrą sławą w Rumunii. Wszystkie osoby sympatyzujące z czerwoną doktryną były skazane na represje ze strony służb państwowych. W ten sposób Caeusescu naraził się organom ścigania i kilkukrotnie trafiał za kraty. Problemy z prawem nie zniechęciły go jednak do kontynuowania dotychczasowych działań. Rumun wierzył, że koniec końców marksiści odniosą zwycięstwo, a on wtedy stanie na czele rewolucji.

Zmiana układu sił

Po zakończeniu II wojny światowej Rumunia znalazła się za żelazną kurtyną w radzieckiej strefie wpływów. To była idealna okazja dla Czauczesku, aby udowodnić swoją wartość i zacząć piąć się po szczeblach politycznej kariery. Już w 1947 roku został ministrem rolnictwa, a następnie objął urząd zastępcy ministra sił zbrojnych. Po kilku latach trafił do Komitetu Centralnego Partii, gdzie stał się jednym z najbardziej wpływowych działaczy. Upór i cierpliwość doprowadziły go na szczyt komunistycznej hierarchii. Po śmierci I Sekretarza Rumuńskiej Partii robotniczej, przejął jego miejsca i stał się jednym z najbrutalniejszych dyktatorów w bloku państw komunistycznych.