Oblicze Tadeusza Kościuszki jakiego nie znamy

Tadeusz Kościuszko to jedna z tych osób, którym ciężko było usiedzieć w miejscu. Żył on na pełnych obrotach, a cały świat usuwał mu się z drogi. Nie dość, że jest jednym z największych bohaterów w historii Polski to jeszcze zasłużył się narodowi amerykańskiemu, a pewien akcent zaznaczył również na Antypodach. W jaki sposób można zapisać na swoim koncie tak wiele wybitnych dokonań?

Tadeusz Kościuszko

Kim był Tadeusz Kościuszko?

Tadeusz Kościuszko wywodził się z rodziny o wojskowych tradycjach, która posiadała swój majątek ziemski w Siechnowiczach na Białorusi. Jako młody chłopiec pobierał nauki w Kolegium Pijarów w Lubieszowie. Wkrótce musiał jednak wrócić do rodzinnego domu. Okazało się, że spuścizna rodowa przypadnie jego bratu, więc on sam postanowił rozpocząć karierę wojskową.

Kilkunastoletni chłopak miał ogromne szczęście. Dzięki wstawiennictwu rodu Czartoryskich mógł wstąpić do elitarnej Szkoły Rycerskiej założonej przez Stanisława Augusta Poniatowskiego. Tam dał się poznać jako wybitny uczeń dysponujący ogromnym potencjałem. Wraz z zakończeniem edukacji w tym miejscu uzyskał stopień kapitana.

W poszukiwaniu swojego miejsca

Polska stała się zbyt ciasna dla Tadeusza Kościuszki, więc szukał dalszych możliwości rozwoju poza granicami kraju. W ten sposób trafił do Paryża, gdzie spędził 5 lat poszerzając swoją wiedzę. Jako wykształcony człowiek wrócił do ojczyzny, aby znaleźć zatrudnienie w wojsku. Niestety nie zdobył posady, a ponadto jego plany ustatkowania się również zakończyły się niepowodzeniem. W związku z tym młody chłopak ponownie wyruszył za granicę. Najpierw trafił do Drezna, gdzie nie zagrzał miejsca na długo, a następnie dotarł do Paryża, w którym doszły go słuchy, że za oceanem koloniści sprzeciwili się Wielkiej Brytanii i właśnie walczą o swoją niepodległość.

Podjęcie decyzji o wyruszeniu w kolejną podróż nie zajęło mu zbyt dużo czasu. Po dwóch miesiącach wyczerpującej podróży dotarł do brzegu Nowego Świata. Gospodarze oddelegowali go do roli inżyniera wojskowego specjalizującego się w tworzeniu fortyfikacji. Tadeusz Kościuszko rzucił się w wir pracy i stopniowo uzyskiwał coraz lepsze rezultaty. Jego koncepcje przyczyniły się do sukcesów na polu walki, więc szybko zyskał uznanie wśród przełożonych. Koniec końców dosłużył się nawet stopnia generała brygady oraz wielu wartościowych nagród.

Tadeusz Kościuszko

Powrót do ojczyzny

Tadeusz Kościuszko zrobił już swoje na obczyźnie, więc mógł zająć się sprawami Polski. Dzięki reformom ustanowionym podczas Sejmu Wielkiego mógł w końcu wstąpić do rodzimej armii. Został mianowany generałem majorem i stanął na czele wojsk koronnych podczas wojny polsko-rosyjskiej.Cały entuzjazm zrywu narodowego został brutalnie zgaszony, kiedy król przystąpił do konfederacji targowickiej.Polski oficer ponownie wyjechał za granicę, ale tym razem nie na długo. W 1794 roku wrócił do Polski, ogłosił siebie Najwyższym Naczelnikiem Siły Zbrojnej Narodowej, uformował armię i ruszył do walki z najeźdźcami. Pomimo początkowych sukcesów, jego siły ostatecznie zostały rozbite.

Nieznany fakt

W tej sytuacji Kościuszko całkowicie stracił już zapał do walki. Postanowił zostawić całe dotychczasowe życie za sobą i wyjechać najdalej jak się tylko da. Los zawiódł go aż do Australii. Tam zainteresował się wspinaczką górską i przez przypadek zdobył szczyt, który okazał się najwyższym wzniesieniem na całym kontynencie. Na cześć wielkiego bohatera to miejsce zostało nazwane Górą Kościuszki.

Niewolnicy, którzy walczyli lepiej niż armia – Gladiatorzy

Demetriusz urodził się w Pelli jako syn kowala. Ojciec od najmłodszych lat przyuczał go do swojego zawodu. Chłopiec radził sobie fenomenalnie i świetnie rokował na przyszłość. Miał jednak ogromnego pecha, który już niejednokrotnie przeszkodził mu w drodze do celu. Po latach terminowania u swojego ojca, w końcu przyszedł czas, kiedy mógł odbyć egzamin i zyskać miano mistrza w swoim fachu. Dzień przed sprawdzianem stwierdził, że nie da rady zmrużyć oka przed tym ważnym wydarzeniem, więc postanowił jeszcze trochę poćwiczyć i dopiąć wszystko na ostatni guzik. Chłopak był tak pochłonięty treningiem, że całkowicie stracił poczucie czasu i zapomniał o otaczającym go świecie.

Z transu wyrwał go rozpaczliwy krzyk ojca. Okazało się, że Demetriusz zmrużył oko, zasnął na stojąco i przez przypadek trącił parę iskier na okoliczną strzechę. Kuźnia wraz z domostwem szybko zajęły się ogniem. Wprawdzie wszyscy zdążyli w porę zareagować i nikt nie ucierpiał, ale cały rodzinny dobytek poszedł z dymem. W tym przypadku młodzieniec nie mógł liczyć na wyrozumiałość swoich rodziców. W wyniku wypadku okrył się złą sławą i został wygnany z miasta.

Demetriusz

Macedoński Odyseusz

Demetriusz borykał się z głębokim poczuciem winy. Nie dość, że pogrzebał swoje marzenia i oczekiwania rodziny, to jeszcze został napiętnowany przez całą lokalną społeczność. Zdawał sobie sprawę ze swoich czynów i postanowił za nie odpokutować. Wyruszył w podróż na południe. Po drodze mijał greckie miasta, ale nie zagrzał tam miejsca na długo. Osiadł dopiero u podnóża Olimpu, gdzie zatrudnił się na uprawie winorośli. Połączenie słonecznej pogody i pękającej w szwach winiarni nie mogło się skończyć dobrze dla niezdyscyplinowanego młodzieńca. Uzależnił się od alkoholu, przez co zaniedbał swoją pracę. Lato było wyjątkowo ciepłe, więc bez odpowiedniej uwagi plony szybko uschły. Chłopak znowu został wygnany i skazany na dalszą tułaczkę.

Koloseum

Nowy rozdział

Demetriusz dotarł do klifu w okolicy Sparty, gdzie zamierzał rzucić się w morskie odmęty i ostatecznie skończyć swój upokarzający żywot. Kiedy był pogodzony ze swoim losem napotkał na grupę wędrowców, którzy okazali się handlarzami niewolników. Chłopak został schwytany i skierowany do szkoły gladiatorów. Lata pracy w kuźni sprawiły, że dysponował ponadprzeciętną siłą. W efekcie wyrósł na najsilniejszego przedstawiciela swojej grupy i odnosił wiele sukcesów na arenie. Jego osiągnięcia nie umknęły uwadze lokalnych władz. Demetriusz i gladiatorzy zostali wcieleni do armii, aby stawić czoła barbarzyńcom, którzy stopniowo przełamywali granice Cesarstwa Rzymskiego. W boju dał się poznać jako wyjątkowo waleczny wojownik, który zyskał miano „Wilka z Pelli” i stał się postrachem najeźdźców.

Niejednoznaczny finał

Wkrótce szczęście odwróciło się od niego. Został skierowany na samobójczą misje naprzeciw wojskom dysponującym znaczną przewagą liczebną. Rzymskie oddziały zostały zdziesiątkowane, a Macedończyk cudem uszedł z życiem. Wówczas stwierdził on, że dłużej nie musi walczyć za cudzą sprawę. Odpokutował za swoje winy i postanowił wrócić do domu. Od rodzinnej Pelli dzielił go maratoński dystans, czyli 42 kilometry. Wstał i zaczął biec przez spaloną ziemię i opustoszałe wioski. Ostatkiem sił przekroczył granicę ukocghanej miejscowości. Dobiegł przed oblicze ojca i powiedział: „Przepraszam”. Wtedy skonał z wycieńczenia.

Niemiecki Jay Gatsby, czyli nieznane fakty z życia Joachima von Ribbentropa

Joachim von Ribbentrop został zapamiętany przez historię jako jeden z liderów III Rzeszy. Polacy kojarzą go głównie z zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow, który zawierał informacje dotyczące podziału Polski. Można powiedzieć, że dokument stał się jedną z głównych przyczyn wybuchu II wojny światowej. Kim był jednak zanim zaczął wspierać nazistowski aparat terroru?

Joachim von Ribbentrop

Niepozorna młodość

Okres dojrzewania Ribbentropa absolutnie nie zwiastował nie niechlubnych czynów, których miał dopuścić się w przyszłości. Chłopiec urodził się w Wesel na terenie Cesarstwa Niemieckiego. Miał bliskie relacje z matką, która zmarła na gruźlicę, kiedy jej syn miał zaledwie 15 lat. Ojciec był adiutantem generała w okolicznym garnizonie i wychowywał dzieci twardą ręką. Rodzina mieszkała w Metzu, gdzie młody chłopak pobierał nauki. W szkole nie osiągał zbyt dobrych wyników. Nie zdołał zdać szkoły średniej, a ponadto kiepsko radził sobie z pisaniem. Wkrótce Ribbentropowie przenieśli się do Szwajcarii, gdzie dzieci uczęszczały na prywatne zajęcia edukacyjne, a ponadto spędzały mnóstwo czasu w górach. Na miejsce przybywało wiele osób, które odbywały podróże służbowe. Wówczas Joachim von Ribbentrop zapragnął zwiedzać świat i zamierzał z związać swoją przyszłą pracę z tym marzeniem. Najpierw przez rok studiował w Anglii, a następnie osiadł na dłużej w Kanadzie.

Joachim von Ribbentrop

Ojczyzna wzywa

Po zakończeniu wojny francusko-pruskiej na Starym Kontynencie nadal wrzało. Zwaśnione mocarstwa nie rozliczyły się jeszcze ze wszystkich niepozałatwianych spraw. Rosnące napięcie nieuchronnie prowadziło Europę w kierunku kolejnego wyniszczającego konfliktu. Co ciekawe, społeczeństwo z utęsknieniem wyczekiwało wojny. Narody uważały, że należy zmierzyć się na polu bitwy, aby zburzyć dotychczasowy porządek, a następnie na gruzach postawić fundamenty pod erę pokoju. Nie inaczej było w ówczesnych Niemczech, gdzie społeczeństwo paliło się do walki. Ribbentrop przebywał wówczas w Kanadzie, ale uważał, że wstąpienie do armii stanowi jego obywatelski obowiązek. Dzięki swojemu sprytowi zdołał niepostrzeżenie przedostać się do Europy, a następnie wstąpił do elitarnego oddziału. Za zasługi na froncie został odznaczony Żelaznym Krzyżem I klasy. W trakcie działań zbrojnych został ranny.

Wielka kariera

Joachim von Ribbentrop nie wracał do Kanady. Postanowił rozwijać własne przedsiębiorstwo w Niemczech i świetnie się sprawdzał na tym polu. W stosunkowo krótkim czasie dorobił się ogromnego majątku, który pozwolił mu na wybudowanie luksusowej willi. Przyszły nazista był jak niemiecki Jay Gatsby. Na terenie swojej posiadłości wyprawiał wystawne przyjęcia, na które przybywała cała okoliczna śmietanka towarzyska. Wśród gości nie brakowało żydów, co jest dość ironiczne zważywszy na późniejsze działania III Rzeszy. Ribbentrop zainteresował się polityką dopiero jako 40-latek. Bardzo zaimponowała mu charyzma Adolfa Hitlera oraz jego plany wobec kraju. W tym czasie postanowił wstąpić do NSDAP.

Najbardziej dochodowy haracz w historii Polski – pańszczyzna

Młody Bogdan należał do rodziny Robaków, którzy od lat trudnili się uprawą roli na ziemi sieradzkiej. Jego krewni odprawiali pańszczyznę na rzecz lokalnego możnowładcy, Jeremiasza Batyckiego. Robakowie byli pogodzeni ze swoją pozycją w hierarchii społecznej, a ich ambicje nigdy nie wykraczały poza gospodarstwo. Najznamienitszym przodkiem Bogdana był Jarosław, który kiedyś wyruszył do okolicznego Sieradza, aby kupić zapasy miodu pitnego na biesiadę szykowaną przez lokalnych arystokratów. Nikt z rodziny nie zapuścił się kiedykolwiek tak daleko jak on. Jego postać była podziwiana, ale z drugiej strony piętnowana za lekkomyślność. Bywał określany mianem lekkoducha, który bujał w obłokach zamiast skupić się na swoich obowiązkach. Bogdan zupełnie nie rozumiał tego podejścia. Dla niego Jarosław był wzorem do naśladowania.

pańszczyzna

Poszukiwacz przygód

Rzeczpospolita wdała się w kolejny zbrojny konflikt, więc okoliczni możnowładcy musieli wyruszyć na front, aby dowodzić elitarnymi chorągwiami. Na dworze pozostały tylko kobiety i senior rodu, który dobiegał stopniowo końca swojego życia. Bogdan stwierdził, że lepsza okazja na poznanie świata już się nie powtórzy. W nocy po zakończonej pracy wymknął się po cichu ze swojej lepianki i wyruszył w kierunku Sieradza. Na jego szczęście strażnicy zasnęli podczas pełnienia warty, więc brama do grodu stała otworem. Młodzieniec przemknął do dolnego miasta i przywłaszczył sobie wymyślne ubrania, które suszyły się przed domem lokalnego szkutnika.

Wielkomiejski blichtr

Bogdan chciał brać życie pełnymi garściami, ale brakowało mu pieniędzy. Na początek zatrudnił się jako pomoc w lokalnej gospodzie. Szybko przekonał się, że uczciwa praca nigdy nie pozwoli mu na zaspokojenie swoich oczekiwań. Trzymał się dotychczasowej posady, ponieważ mógł niepostrzeżenie zabierać miód pitny z piwniczki, kiedy tylko właściciel przybytku kierował się na spoczynek. Jednocześnie szukał dla siebie alternatywnego zajęcia, które umożliwi mu napełnienie kieszeni w szybkim tempie.

Wyjęty spod prawa Bogdan Robak

Pańszczyzna w Polsce działała w taki sposób, że chłopi nie mieli żadnych szans na godne życie. Bogdan nie miał zamiaru skazywać siebie na niewolniczą pracę. W związku z tym zaczął doskonalić swoje umiejętności w sztuce kradzieży. Zaczęło się od podkradania szylingów z kieszeni pijanych biesiadników. Wraz z rozwijaniem swoich nieprzyzwoitych zdolności stawił czoła większym wyzwaniom. Pod osłoną nocy wkradał się do górnego miasta i plądrował domy śpiących kupców. Jego majątek szybko się powiększał, a on sam zyskiwał coraz większą popularność wśród mieszkańców. Szczęście odwróciło się od niego po upływie kilku miesięcy. Wówczas Jeremiasz Batycki wrócił ranny z frontu. Przejechał na swoim koniu przez bramę i pech chciał, że akurat wpadł na Bogdana. Możnowładca natychmiast poznał przebierańca i bez wahania rozkazał wtrącenie go do lochu. Młody Robak myślał, że wkrótce zawiśnie na szubienicy, ale co przeżył to jego. Arystokrata wziął jednak pod uwagę lojalność jego krewnych i postanowił darować mu życie. W ten sposób Bogdan wrócił do uprawy roli i już do końca swoich dni odprawiał pańszczyznę, tak jak było mu pisane. Ani przez chwilę nie żałował jednak przeżytej przygody.

Krwawe cywilizacje, które zamieszkiwały tereny współczesnego Meksyku

Europejczycy często wychodzą z błędnego założenia, że dopiero wyprawa Krzysztofa Kolumba pozwoliła zbudować zalążek rozwiniętej cywilizacji na terenie Ameryki. W ich mniemaniu na miejscu panował kompletny chaos, a rdzenne ludy nie były zainteresowane tworzeniem trwałych i zorganizowanych struktur. To nie do końca prawda. Warto poznać mniej znane wątki dotyczące cywilizacji prekolumbijskich przed 1492 rokiem.

cywilizacja prekolumbijska

Przełomowe odkrycie

Kilka tysięcy lat temu rdzenne ludy Mezoameryki wędrowały po kontynencie szukając korzystnego miejsca do osiedlenia się. Różnorodna przyroda mogła całkowicie zaspokoić ich potrzeby dotyczące pożywienia. Tubylcy przechadzali się po dżungli i poszerzali swoją wiedzę na temat lokalnej fauny i flory. U podnóża Andów znaleźli roślinę, która wzbudziła ich ciekawość. Była ona niewysoka i dawała niewielkie czerwone jagody. Wędrowcy nazbierali owoców i zaczęli się nimi żywić. Jeden z członków grupy był tak głodny, że zamaszystym ruchem chwycił gałąź z kuleczkami, a razem z nią kilka liści. Nie zwracając uwagi na względy kultury osobistej wszystko pożerał z niezwykłą łapczywością. Wkrótce wystąpiły u niego niecodzienne objawy, które można określić jako euforię, zwiększone libido i nadzwyczajną pewność siebie. Towarzysze szybko zorientowali się, że delikwent jako jedyny zjadał liście i to one prawdopodobnie wywołały w nim taki stan. Postanowili spróbować na własnej skórze i przewidywania okazały się prawdziwe.

cywilizacja prekolumbijska

Niezły Meksyk

Żucie liści magicznego krzewu szybko stało się praktykowane przez wszystkie ludy zamieszkujące Mezoamerykę. Uzależnione osoby stawały się znacznie efektywniejsze w pracy i wędrówkach, ale dodatkowy zastrzyk energii szybko przemijał, więc musieli regularnie zażywać dodatkowe dawki, aby utrzymać upragniony efekt. Chętnych na degustację było więcej niż dostępnych zasobów. W związku z tym najbardziej przedsiębiorczy członkowie plemion postanowili zacząć uprawiać roślinę na masową skalę. Intratny biznes zapewnił im fortunę, a także rozległe wpływy wśród lokalnych społeczności. Ich macki docierały aż do północnej granicy współczesnego Meksyku. Cywilizacje prekolumbijskie korzystały z dobrodziejstw natury, ale nie traciły przy tym zdrowego rozsądku. Przedstawiciele różnych plemion nie pałali do siebie nienawiścią. Wręcz przeciwnie, prowadzili wymianę handlową i wspólnie się wspierali. Cała społeczność rosła w siłę i rozwijała się w błyskawicznym tempie. Środki zdobyte dzięki uprawom pozwoliły na sfinansowanie odważnych eksperymentów. W ten sposób stworzono lekarstwo na nowotwory, wahadłowce poruszające się z prędkością światła, a także technologię umożliwiającą przeniesienie świadomości z jednego ciała do drugiego.

Inkowie

Smutny koniec

Sielanka nie mogła trwać wiecznie. Pod koniec XIV wieku do brzegu Mezoameryki przybili przybysze z innego kontynentu. Żeglarze zastali na miejscu drapacze chmur, latające samochody autonomiczne i ludzi wyposażonych w bioniczne implanty. Uznali oni, że wszystko co widzą musi być wytworem sił nieczystych. Nie mogli zrozumieć tego co zobaczyli, więc postanowili to zniszczyć. Ich agresja trafiła na podatny grunt, ponieważ przedstawiciele cywilizacji prekolumbijskich byli pacyfistami. Europejczycy wymordowali wszystkich tubylców, a także zniszczyli wszelkie ślady po cywilizacji.

Królowa, która nie bała się śmierci – Królowa Elżbieta I

Wczesne dzieciństwo Elżbiety Pierwszej było prawdziwą sielanką. Dziewczynka wychowywała się w luksusie, a rodzina zapewniała jej wszystko, czego tylko potrzebowała. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni, kiedy skończyła trzy lata. Wówczas jej matka została stracona za zdradę, cudzołóstwo oraz wykorzystywanie czarów. W tym samym czasie zginął także jej wuj, któremu postawiono podobne zarzuty. Elżbieta I Tudor nie miała zbyt dobrych stosunków ze swoim ojcem, więc popadła w niełaskę. Utraciła wówczas miano księżniczki i była tytułowana wyłącznie jako „lady”. Później przebywała na wygnaniu.

Elżbieta Pierwsza

Droga na szczyt

Ostatnią żoną Henryka VIII została Katarzyna Parr. Miała ona przychylniejsze podejście do młodej dziedziczki. Dzięki niej Elżbieta mogła powrócić na dwór i uzyskała solidne wykształcenie. Już jako nastolatka potrafiła komunikować się w siedmiu językach. Wówczas na tronie zasiadał jej brat Edward, ale w wyniku licznych problemów zdrowotnych zmarł, mając zaledwie 15 lat. Wówczas powstało zamieszanie, ale sprawnie zostało one zażegnane przez Marię, która wkrótce zawarła małżeństwo z Filipem II i została królową Anglii. Niedługo po koronacji odbyło się powstanie wymierzone w nową władczynię. W spisek zaangażowała była Elżbieta Pierwsza, dlatego po szybkim zdławieniu buntu została wtrącona do więzienia. Społeczność domagała się egzekucji, ale siostra nie chciała tego robić. Zabiegała jedynie o wykluczenie Elżbiety z linii dziedziczenia, ale jej prośby nie zostały spełnione. Po kilku latach zmarła, a siostra zajęła jej miejsce na tronie.

Niewygodna królowa

Elżbieta I Tudor szybko dała się poznać jako zdolna władczyni, która została obdarzona nieprzeciętnym zmysłem organizacyjnym i wysoką inteligencją. Nie zamierzała poprzestawać na półśrodkach i zagłębiać się w dyplomatyczne gierki. Zamiast tego podejmowała zdecydowanie decyzje, które oczywiście przysparzały jej wielu wrogów. Jej najzagorzalszym przeciwnikiem stał się Filip II. Król Hiszpanii marzył o usunięciu królowej Elżbiety 1. z angielskiego tronu. W tym celuwynajął najskuteczniejszych zabójców. Ich zadaniem było włamać się do pałacu królewskiego, odszukać królową i zlikwidować ją. Konieczne było jednak upozorowanie wypadku. Zabójcy zbliżyli się do swojego celu, ale wykonanie zadania było poza ich zasięgiem. Elżbieta Pierwsza pozostała niewzruszona na widok trzech uzbrojonych mężczyzn czyhających na jej życia. Tuż przed konfrontację sięgnęła po swój but i wyłamała z niego obcas, który nagle stał się ostro zakończonym kawałkiem drewna. Takie narzędzie z powodzeniem mogło posłużyć do samoobrony. Jeszcze zanim straże przybyły na miejsce kobieta zdołała obezwładnić wszystkich napastników. Niechciani goście zostali straceni, a ich głowy nabito przy wejściu do portu, aby odstraszały kolejnych śmiałków. Filip II nie rezygnował ze swoich planów, ale wszystkie próby kończyły się fiaskiem. Ostatecznie musiał jednak dać sobie spokój ze względu na dokuczliwe choroby, z którymi borykał się u schyłku życia.

Jedna z najstarszych cywilizacji świata, która wciąż skrywa wiele tajemnic – Starożytny Egipt

Pierwsza wysoko rozwinięta cywilizacja w historii ludzkości została założona przez Sumerów w dolinie Eufratu i Tygrysu. Wprowadzili oni własny język oraz pismo klinowe. Wprawdzie mają w swoim dorobku wiele zasług, ale znacznie większą ciekawość budzi naród, który po nich zyskał dominującą rolę w starożytnym świecie. Mowa oczywiście o Egipcjanach zasiedlających tereny od Delty Nilu aż w głąb pustyni. Ta społeczność słynie z piktogramów, złożonych obrządków religijnych, a także majestatycznych cudów architektury, takich jak Piramidy w Gizie oraz Sfinks. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci naukowcy dokonali wielu przełomowych odkryć w kontekście Egiptu Starożytnego. Pomimo sporych postępów, opisywana cywilizacja wciąż zgrywa wiele tajemnic. To daje spore pole do popisu dla miłośników teorii spiskowych, którzy w wielu przypadkach formułują całkiem prawdopodobne wnioski.

Starożytny Egipt

Klątwa Tutanchamona

Na okres dwudziestolecia międzywojennego przypadała wzmożona aktywność badaczy, którzy próbowali zgłębić tajemnice starożytnych cywilizacji. Wiele ekspedycji dotarło na tereny Egiptu, gdzie eksplorowano głównie Dolinę Królów, stanowiącą miejsce pochówku egipskich władców. Na miejsce przybyła też wyprawa brytyjska, która odkryła mogiłę faraona Tutanchamona. Ich znalezisko odbiło się szerokim echem na całym świecie. Wkrótce badacze jednak pożałowali swoje niebagatelnego osiągnięcia. Po upływie 6 miesięcy dowódca grupy zmarł wskutek powikłań po ukąszeniu komara. Jego los podzieliło kilku innych podróżników, którzy zrobili o krok za daleko. Wówczas zrodziła się legenda głosząca, że zmarły władca ukarał w ten sposób wszystkich nieszczęśników zakłócających jego spokój. Później okazało się, że ofiary zostały zakażone bakterią kuru, która do tej pory była znana głównie z Nowej Gwinei.

Starożytny Egipt

Przybysze z kosmosu

Zbudowanie piramid nie byłoby żadnym wyzwaniem dla współczesnych inżynierów. Trzeba jednak pamiętać, że 5 tysięcy lat temu możliwości wznoszenia wielkich budowli były znacznie ograniczone. Niektórzy badacze uważają nawet, że Egipcjanie na ówczesnym stadium rozwoju nie mogli wznieść tak skomplikowanej budowli jak piramidy. Szukając wytłumaczenia zdarza im się wykraczać poza ramy narzucane przez zdrowy rozsądek. W ten sposób zrodziły się teorie dotyczące wizyty cywilizacji pozaziemskiej, której przedstawiciele mieli wziąć udział we wznoszeniu popularnego kompleksu w Gizie. W świetle najnowszych badań te rewelacje wcale nie muszą być tak niedorzeczne jak czasem sądzono. Kilka lat temu na obrzeżach pobliskiego Fajumu znaleziono szczątki żywego organizmu, który nie mógł być przyporządkowany do żadnego organizmu żyjącego wówczas na Ziemi. Tuż obok niego znaleziono hologram wyświetlający mapę Drogi Mlecznej, a także kartę magnetyczna zapewniającą dostęp do jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego pojazdu. Przez długi czas sądzono, że ktoś chciał zrobić kawał badaczom i celowo podrzucił sfabrykowane atrybuty. W wyniku długotrwałych badań okazało się jednak, że znaleziska mogą być autentyczne.

Jak Wietnam odczuł konflikt pomiędzy USA a ZSRR?

Zimna Wojna stanowiła prawdopodobnie jeden z najdziwniejszych konfliktów w historii ludzkości. Oba mocarstwa znajdowały się ideologicznie na całkowicie przeciwległych biegunach. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i ZSRR miały bardzo chłodne i ograniczone relacje. Nie kryli przy tym wzajemnej niechęci. Wiele ich poczynań było podyktowanych chęcią zniszczenia nieprzyjaciela poprzez działalność wywiadowczą, ekonomiczną i pośrednio militarną.

ZSRR i Stany Zjednoczone nigdy nie wstąpiły na ścieżkę otwartego konfliktu zbrojnego. Wielokrotnie jednak pośrednio próbowały swoich sił w konfrontacji. W tym celu służyły im tzw. konflikty zastępcze osadzone w krajach politycznie lub ideologicznie związanych z jednym z wymienionych mocarstw. Przykładem takiego wydarzenia może być wojna wietnamska, która rozpoczęła się w 1955 roku, a dobiegła końca dopiero 20 lat później.

wojna wietnamska

Stany Zjednoczone nie takie silne

W pierwszej połowie XX wieku Amerykanie zbudowali wokół siebie mit niezwyciężonego narodu. Ich przyłączenie się do I wojny światowej przyczyniło się do zakończenia przedłużającego się konfliktu. Podobna sytuacja miała miejsce 20 lat później. Wprawdzie amerykańskie społeczeństwo domagało się egzekwowania polityki izolacjonizmu wobec cudzych problemów, ale otwarty atak japońskiego lotnictwa na bazę wojskową Pearl Harbor sprawiło, że naród zapłonął chęcią wyrównania rachunków. Amerykańska gospodarka została przeprogramowana na przemysł zbrojeniowy. Jej potencjał był tak ogromny, że Stany Zjednoczone mogły jednocześnie toczyć wojnę na Pacyfiku, a także dwóch frontach europejskich. Udział tego mocarstwa ponownie przesądził o losach wojny. W efekcie sądzono, że Amerykanie są nie do pokonania. Niedługo po zakończeniu II wojny światowej rozpoczął się konflikt zbrojny na Półwyspie Koreańskim. Zachodnia koalicja nie zdołała osiągnąć wszystkich swoich celów. Konieczne było zawarcie kompromisu, który zamroził relacje w regionie na kilka następnych dekad.

wojna wietnamska

Wietnam, wojna inna niż wszystkie

Amerykanie nie po raz pierwszy walczyli w gęstej dżungli. Dostali już próbkę takiego teatru działań zbrojnych podczas zajmowania tropikalnych wysp w trakcie II wojny światowej. Niemniej realia, jakie zastali w Wietnamie stanowiły spełnienie ich najgorszych obaw. Wojska Wietnamu Północnego czuły się w tej rzeczywistości doskonale. Żołnierze świetnie znali topografię terenu, potrafili wykorzystywać zalety okolicznej przyrody, a ponadto dysponowali świetną infrastrukturą pod postacią niekończącej się sieci podziemnych tuneli. W takiej sytuacji Amerykanie błądzili jak dzieci we mgle. Poza wrogami czyhały na nich również dzikie zwierzęta oraz choroby tropikalne. Choć konflikt zakończył się kompromitacją Stanów Zjednoczonych, Wietnam nie wyszedł z niego bez szwanku. Przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę wymagało odstawienia moralności na boczny tor. Myśliwce bez skrupułów zrzucały napalm na wioski, a tym samym ucierpiało wielu cywilów. Najbardziej zapomnianymi ofiarami konfliktu są jednak bezpańskie psy, które straciły swoich właścicieli w trakcie nalotów. Obecnie pałętają się bez celu, próbując jakoś przeżyć.

Herod Wielki zgotował rzeź niewiniątek na wieść o konkurencie

Herod Wielki był rzymskim dygnitarzem, który został przez swojego ojca mianowany namiestnikiem Galilei oraz królem Judei. Władca miał świetny zmysł organizacyjny i wprawnie zarządzał powierzonym mu terytorium. W trakcie panowania udało się mu przyłączyć wiele okolicznych ziem do swojego państwa, a także zbudować wiele monumentalnych budowli takich jak Twierdza Antonia, port w Cezarei oraz nowe skrzydło w jerozolimskim kompleksie świątynnym. Na wszystkich wymienionych płaszczyznach Herod radził sobie świetnie, ale miał jeden poważny problem, który spędzał mu sen z powiek.

Rzym za heroda wielkiego

Zaufanie waluta przyszłości

Król każdego dnia mierzył się ze sporą odpowiedzialnością związaną z zarządzaniem swoim państwem. Z jednej strony lokalna ludność nie była zbyt przychylna i w każdej chwili mogło wybuchnąć powstanie, które wymknie się spod kontroli. Z drugiej strony znajdowali się rzymscy urzędnicy najwyższego szczebla, obserwujący każdy ruch namiestnika. Niejeden człowiek nie potrafiłby racjonalnie myśleć w obliczu takiego stresu, ale nie Herod. Wymienione kwestie traktował jak błahostki i zupełnie nie zwracał na nie uwagi. Prawdziwie obawiał się jedynie zdrady ze strony najbliższych współpracowników.

Kiedy przeczucie staje się obsesją

Poziom inwigilacji wprowadzonej przez Heroda przekraczał wszelkie granice absurdu. Rozkazał swoim, by nie zbliżali się do miasta, ponieważ obawiał się, że bogaci kupcy mogą przekupić naiwnych żołnierzy i w ten sposób wdrożyć plan zamachu. Każdy przejaw niesubordynacji był karany miesięcznym pobytem w lochu. Co więcej, każdy kto odbywał audiencję u namiestnika musiał zdjąć swoje szaty. Taki zabieg miał na celu upewnienie się, że przybysze nie chowają żadnej broni pod odzieniem. Psychoza Heroda zaczęła stopniowo odbijać się na jego poważaniu. Żołnierze twierdzili, że dowódca traktuje ich gorzej niż okupowany naród, a wpływowi mieszkańcy byli oburzeni koniecznością obnażania się na salonach. Król odbierał oznaki niezadowolenia, ale nie zamierzał podejmować żadnych kroków. Wychodził on z założenia, że każde środki są słuszne jeśli służą zapewnieniu mu komfortu psychicznego i spokoju ducha.

Herod Wielki

Nowe zagrożenie

Pewnego dnia do Heroda dotarły wieści o narodzinach przyszłego króla żydowskiego w okolicznym Betlejem. Namiestnik zazwyczaj nie obawiał się przewrotów wśród lokalnej społeczności, ale tym razem pojawiły się okoliczności, które wzbudziły jego niepewność. Najznamienitsi kapłani, wpływowi kupcy, przybysze zza granicy – wszyscy mówili o nowo narodzonym władcy i zamierzali odwiedzić go z wizytą. W takiej sytuacji Herod poczuł, że wszyscy go opuścili i całkowicie postradał zmysły. Niezwłocznie wybiegł na dziedziniec i przywołał wszystkich żołnierzy stacjonujących na miejscu. Rozkazał im wyruszyć do Betlejem i wymordować wszystkich chłopców poniżej drugiego roku życia, co zostało później określone jako rzeź niewiniątek. Strażnikom nie uśmiechało się wykonywać tak uwłaczającego rozkazu, ale musieli pozostać posłuszni, aby samemu nie narazić się królowi. Wykonali oni swoje zadania, a Herod uważał, że jest bezpieczny. Jeśli chodzi o rzeź niewiniątek, znaczenie tego wydarzenia bywa podważane przez historyków. W różnych źródłach pojawiają się zgoła odmienne poglądy odnośnie przebiegu zdarzeń.

Czy uczenie maszynowe można wykorzystać do zrobienia imperium przyszłości?

Alfred Zweiberg był polskim przedsiębiorcą z niemieckimi korzeniami. W latach dziewięćdziesiątych odziedziczył po ojcu fabrykę kolanek hydraulicznych. W pracy był bardzo sumiennym dyrektorem o wielkim sercu. Posiadał on grono zaufanych specjalistów, którzy przez całe życie pomagali budować rodzinny biznes. Postanowił jednak zmienić dotychczasową politykę rekrutacyjną. Zamiast zatrudniać obiecujących młodych ludzi z fachem w ręku, postanowił rozejrzeć się po najciemniejszych zakamarkach rodzinnego Żyrardowa. Nigdy nie był obojętny na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość społeczną. Jednocześnie uważał, że nie istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Każdy jest kowalem swojego losu, tylko czasem trzeba dopomóc człowiekowi w potrzebie. W związku z tym postanowił zatrudniać ludzi, którzy zbłądzili przez używki.

uczenie maszynowe

Wspaniałomyślny i surowy

Alfred był krytykowany przez rodzinę, ale jego wizja znacznie wykraczała poza możliwości poznawcze swoich krewnych. Wierzył, że człowiek może stanąć na nogi. Potrzebuje tylko szacunku, motywacji i odrobiny dyscypliny. W związku z tym zapewnił nowym pracownikom dach nad głową, a także dał im pensję na poziomie wykwalifikowanych specjalistów. Twierdził on, że zaufanie zaprocentuje w przyszłości.

Alfred oświadczył nowozatrudnionym, że mają jego pełne wsparcie, ale muszą porzucić nałogi. Był on realistą, więc nie spodziewał się natychmiastowej przemiany u swoich podwładnych. W związku z tym każdemu stażyście dawał pół roku na transformację. W tym czasie przymykał oko na różne ekscesy. Kiedy upłynęło sześć miesięcy odbywała się rozmowa w gabinecie dyrektora. Od tej pory pracownicy musieli być trzeźwi, a każde potknięcie będzie skutkowało utratą pracy. Strategia okazała się strzałem w dziesiątkę. Nowi pracownicy stali się innymi ludźmi i pomogli rozbudować fabrykę do poziomu, o którym wcześniej Zweibergowie nawet nie śnili.

uczenie maszynowe

Wizjoner z gołębim sercem

Alfred miał już za sobą imponujące sukcesy jako ekspert ds. human resources, ale musiał też pomyśleć o skalowaniu swojego biznesu. Zatrudnianie nowych pracowników wydawało się najbardziej intuicyjnym rozwiązaniem, ale to było zbyt proste. W związku z tym pojechał do Japonii, gdzie przeznaczył cały kapitał na zakup robotów wyposażonych w sztuczną inteligencję. Nowoczesna technologia działała w myśl założeń uczenia maszynowego. W pełni zautomatyzowane ramiona tworzyła kolanka hydrauliczne najwyższej możliwej jakości. Dodatkowo nowoczesne podejście do produkcji pozwoliło na konstruowanie czterokrotnie większej liczby wytworów niż przy zastosowaniu ludzi.

Światowa kariera

Na tym etapie przedsiębiorca mógłby zwolnić pracowników, ponieważ całą pracę wykonywały roboty. Pamiętał jednak o swoich korzeniach i nie mógł zapomnieć o wszystkich zasługach swoich podwładnych. W związku z tym cała kadra została wysłana do Warszawy na cykl szkoleń z zakresu marketingu internetowego i zajęła się promowaniem marki na szeroką skalę. O firmie wkrótce usłyszeli właściciele start-upów z Doliny Krzemowej. Niektórzy osobiście przybyli do Żyrardowa, aby na własne oczy zobaczyć kolankowe imperium. Jednym z nich był Elon Musk, który zatrzymał się na dłużej i postanowił dokładnie przyjrzeć się standardom pracy, aby przenieść część doświadczeń na własny grunt. Zupełnie przez przypadek odkrył, że kolanka mogą być zastosowane w budowie promów kosmicznych. Co więcej, takie rozwiązanie znacznie skraca czas podróży z Ziemi na Marsa. Wieść o wielkim przełomie dotarła do Neila Armstronga, który w programie publicystycznym Ellen Degeneres powiedział, że uczenie maszynowe było małym krokiem dla Zweiberga, ale wielkim dla ludzkości.